search
top

ksiądz w dom

Poniedziałek poświąteczny, dziewiąta rano, na wpół przytomna siedzę na kanapie kończąc śniadanie. W piżamie, opatulona szlafrokiem mam plan spędzić cały dzień przed telewizorem, w końcu trzeba było odpocząć po tym tygodniu wolnego. Tak więc siedzę sobie i nagle słyszę jakieś dzwonki, w pierwszej chwili pomyślałam że ktoś do drzwi się dobija, ale to akurat byłoby nie do końca możliwe bo z obu stron bramy pozamykane, tak na wszelki wypadek jakby ktoś chciał mnie okraść, zabić i nie wiadomo co jeszcze, więc musiałby przez płot przeskoczyć, a w dzień, na wsi to raczej nikt się nie odważy. No chyba że lekko podchmieleni strażacy, co kalendarze rok w rok przynoszą, dla nich to nawet dwumetrowy płot nie jest przeszkodą.. W tym roku jednak kalendarze były wcześniej więc ta teoria legła w gruzach.

Kątem oka spoglądam w okno a tam dwóch ministrantów stoi już przed bramką coraz to mocniej uderzając w dzwonki. No to dawaj z kanapy, prawie się zabiłam o pantofle, lecę do tych drzwi i z przyklejonym uśmiechem wpuszczam ich do domu tłumacząc się kilkukrotnie że nie wiedziałam że to dziś, że w ciąży jestem i dlatego nie miałam czasu i w ogóle to jestem obłożnie chora… oni patrzyli tylko na mnie jak na wariatkę bo cóż takich 12-13latków obchodzi jakaś baba w szlafroku z wielkim brzuchem. Zaśpiewali kolędę, odmówili modlitwę, zostawili obrazek i poszli dalej głosić Słowo Boże. A ja… jak opętana zaczęłam latać po domu, góra, dół, góra, dół. Jakiś dres i bluzę trza ubrać, nie przecież nie wypada! Spodnie, czarne, tak koniecznie eleganckie, ale przecież mój wielki tyłek nie mieści się już w żadne spodnie na kant, no to jeansy, jakieś ciemne i do tego biała koszula, nie no jaka ja głupia jestem, przecież to nie audiencja, no dobra jeansy i bluza, ubranie mam. To dawaj na dół, trzeba ogarnąć ten bajzel,łapię za odkurzacz i jazda. W dziesięć minut zrobiłam tyle co nieraz pół dnia mi zajmuje..dumna z siebie, że jestem tak doskonale zorganizowana musiałam tylko znaleźć kropidło, wodę święconkę i krzyż. I tu dopiero się zaczęło. Przeszukałam cały dom, wszystkie możliwe miejsca i nic!! ani krzyża, ani kropidła i wody też ni widu. Fala gorąca zaczęła mnie opływać, bo wodę to jeszcze mogłabym pokłamać i nalać z kranu,ale krzyż… cóż ze mnie za katoliczka co krzyża w domu nie ma!! za telefon więc i dzwonię do teściowej, co mogłabym w zamian dać na ten stół. Moja teściowa, wiekowa kobita jak to usłyszała to prawie na zawał zeszła, no bo jak to możliwe że nie mamy, że nie kupiliśmy, że nie wiedzieliśmy że ksiądz dzisiaj!!! no cóż mogłam się spodziewać że się nie ucieszy słysząc to. Dzwonię więc do pana domu, któremu się upiekło, bo akurat dziś postanowił pójść do pracy, a ten słysząc moją rozpacz prawie rozpłakał się ze śmiechu. Tak pewnie, śmiej się! A ja biedna, w zaawansowanej ciąży sama muszę sobie tu radzić! Chyba mu się zrobiło mnie żal, bo zaraz oddzwonił i przypomniał sobie że mamy zabytkowy krzyż na ścianie w salonie, w prawdzie taki trochę nietypowy, ale w końcu krzyż to krzyż. Wodę święconą w końcu znalazłam, a na brak kropidła wymyśliłam sobie historię – że mąż schował w zeszłym roku, a jest teraz na spotkaniu, nie odbiera i niestety nie mam pojęcia gdzie może być. Więc to wszystko jego wina. Usiadłam na kanapie, odsapnęłam i rozpoczęłam oczekiwanie na mego gościa. Minęła godzina, potem następna i trzecia się rozpoczęła. No ileż można siedzieć u tych ludzi!!! o czym On z nimi gada??!! pewnie wszędzie mu podają kawę i ciasto, dlatego tyle go nie ma! A ja tu czekam, nawet kawy się nie napiłam bo w każdej chwili może nadejść! No zaraz mi mózg z irytacji wyparuje! Jeszcze chwila a zamykam dom i jadę stąd! Ale zaraz przecież nie mam auta, a z buta to chyba tylko do głównej drogi bo to przecież wydupie nad wydupiami. Ale zaraz, nie mogę tak wyjść bo przecież ministranci już byli.. no szlag by to trafił!! i nagle jest.. zupełnie jakby usłyszał te moje lamenty. Stanął w bramce, uśmiechnął się od ucha do ucha i już mi cały stres odszedł. Młody 35latek jak się później okazało artysta w czarnej sutannie. Tak mu się spodobał nasz dom, że najpierw musiałam go oprowadzić po włościach, a dopiero potem była kolęda. Krzyż był hitem, zwyobracał go na wszystkie strony bo pierwszy raz taki widział, kropidło zrobił z kawałka gałęzi choinki, a wodę święconą tak dla pewności jeszcze raz poświęcił:) godzina strzeliła jak z bata na kawie i pogawędce o renowacji starych domów… zapewne sąsiedzi pomyśleli sobie to i owo o tej mojej gościnie, bo ileż można z kimś gadać??!!

no cóż czasem to lepiej się nie odzywać, a nawet przestać myśleć.

Leave a Reply

top